
Udałem się wczoraj na premierę nowej produkcji Sama Mendesa i kontynuację wspaniałej serii Jamesa Bonda- Skyfall. Jestem już po ponad 24h od seansu ale nadal czuje niedosyt i widzę kilka niewygodnych spraw.
Ogólnie reżyser znalazł naprawdę ciekawy pomysł na nakręcenie tej części, ponieważ jak wiemy są to 50. urodziny przygód Bonda, a w Skyfall znalazło się wiele odpowiedzi i podsumowań pewnej epoki. Ogółem film bardzo mi się podobał, lecz miał on w sobie pewnego rodzaju „amplitudę”, ponieważ całość trzymała dobry poziom, lecz zdarzały się (co najgorsze) dość często nieprzemyślane hmm, wpadki? Oto co wywołało we mnie mieszane uczucia (kolejność jak w filmie):
1. Scena z koparką - wydaje mi się,
że Bond wsiadając do niej nie miał pomysłu, myślał, że strąci Patrica z dachu
albo będzie go nią ścigał? Pomijam już strzelanie do siebie z odległości jakiś
8-12m z zerowym skutkiem, mimo, że James i owy najemnik/zabójca nie pierwszy
raz używali broni. Tylko jedna kula trafiła 007, a jego przeciwnika aż
żadna. Dość częsty błąd w filmach.
2. Postrzał Bonda - rozumiem, bardzo
ryzykowna akcja, ale kiedy to Bond został postrzelony to agentka Moneypenny
miała kilka/kilkanaście sekund, aby oddać kolejny lub całą serię strzałów i trafić prawidłowy cel zanim ten wjedzie do tunelu, ale no właśnie, co się
stało? Nic.
3. Odłamki - dziwne, że tkwiły one w
ciele Bonda przez tak długi czas bez żadnych konsekwencji zdrowotnych. Gdyby
nie zdecydował się na powrót do służby to zostawiłby je sobie na pamiątkę na
resztę życia?
4. Mini radio/nadajnik/gps - coś
takiego otrzymał 007 od kwatermistrza Q. Czy taka zabawka nie mogła być
zrobiona inaczej niż być podobizną kostki do gry w scrabble z antenką jak z
łoki toki?
5. Rola Severine - krótka. Tak mogę
ją w skrócie opisać. Oglądając zwiastuny, czytając zapowiedzi i wywiady
spodziewałem się od tej postaci trochę więcej niż kilka spojrzeń i krótkich
dialogów, a w połowie filmu koniec. Dodam, że scena z Macau, kiedy Bond
rozmawia z nią przy drinku i wspomina o spotkaniu z szefem, a jej ręka trzęsie
się z częstotliwością 7.5 stopnia w skali Richtera była co najmniej słaba jak
późniejsza próba zabicia Jamesa w samym środku budynku na oczach wielu ludzi,
jakby to nie mogli poczekać aż wyjdzie i najprościej w świecie zastrzelić go,
aby nie ryzykować.
6. Ucieczka Silvy - to był dla mnie
jeden z największych absurdów. Jak można zrobić pomieszczenie do
przetrzymywania takich osób jak Silva, gdzie w podłodze są jakieś
niezabezpieczone kratki, przez które można spokojnie uciec kiedy się tylko
wyjdzie z tej szklanej „celi” i dotrzeć przez nie bez problemu do stacji
metra?! Brakowało tam jeszcze ruchomych schodów i McDriv'a..
7. Silva i pociąg - akcja chwile po
ucieczce kiedy to Bond dopada prawie Bardema, a ten wie kiedy dokładnie, jak i
gdzie wyjedzie zza ściany metro, które jest w dodatku puste.. To miała być taka
nic nie wnosząca do filmu niespodzianka dla Bonda, bo Silva wiedział dokładnie,
że 007 będzie stać w danym miejscu i w odpowiedniej porze.
8. Miejsce z dzieciństwa Bonda - cała
seria absurdalnych wydarzeń. 007 wiedział, że jego auto nie ma GPS’u ale i tak
był pewien, że Silva go znajdzie i to dość szybko, mógł przecież powiadomić Mi6
i przygotowali by pewnie coś razem albo by go wsparli, a samą M mógłby zostawić
gdzieś w bezpiecznym miejscu niedaleko Skyfall, przez co nie naraziłby jej na
śmierć. Sama chęć zwabienia i złapania/zabicia Silvy gdzieś na pustkowiu była
logiczna, po co narażać cywilów, ok, ale rozegranie tego w taki sposób, że Bond
i jego stary przyjaciel stawiają się przeciwko grupie Bardema mając dwie
dubeltówki i kilka lasek dynamitu było chyba głupie. Do tego uzbrojony
helikopter latający bez żadnego problemu nad terytorium UK oraz uciekinierzy z
latarką na oświetlonej przestrzeni przez co zostali zauważeni to tylko kolejne przykłady absurdu.
Są to najbardziej drażniące mnie elementy, choć może coś
pominąłem. Według mnie Scyfall był na poziomie między Quantum of Solace, a
Casino Royal, gdyż sam pomysł reżysera, czyli postrzelenie Bonda i powrót do
korzeni były dużym urozmaiceniem. Mam nadzieję, że kolejne części będą
posiadały mniej takich dziwnych nieporozumień. Podsumowując:
PLUSY:
+ postrzelenie Bonda
+ powrót do dzieciństwa
+ reżyser i obsada
+ muzyka
+ piękne i różnorodne miejsca
+ powrót Q i Moneypenny
MINUSY:
– duża ilość absurdalnych scen
– duża ilość absurdalnych scen
– krótka rola Severine
– mocne „stoczenie” 007
Ocena końcowa: 8.5
(CR - 9, QofS - 8)
P.S.
Jeżeli
ktoś z Was ma jakieś ciekawe przemyślenia na temat tego filmu to bardzo chętnie
je poznam. Piszcie śmiało w komentarzach! :-)
6 komentarze:
Super recenzja, powaznie. Tak rzeczowo i przy okazji śmiesznie hehe :)
Starałem się jak najlepiej okazać to co czułem po tym filmie. Pewne rzeczy aż "śmieszyły", stąd ta ironia ;-)
Na prawdę fajna recenzja! Mam zamiar obejrzeć Bonda :) Widzę, że dopiero zaczałes prowadzic bloga, wiec życzę powodzenia bo ciekawie ci idzie :P
Fajnie napisane i znalazłem tu tez kilka rzeczy jakie mnie denerwowały, a przy okazji pokazałeś też coś co pominąłem ;) Pzdr!
Ja akurat jestem pod dużym wrażeniem Skyfall (więcej na ten temat tutaj: http://www.wswieciekina.blogspot.com/2013/02/13-powodow-dla-ktorych-warto-zobaczyc.html), choć jak się czyta Twoje (fajnie napisane przy okazji) zestawienie filmowych zgrzytów, nie wygląda to najlepiej;) Mimo wszystko - film jak najbardziej godny polecenia, przy czym nie jestem specjalną entuzjastką tej serii.
Oczywiście masz rację, film sam w sobie jest świetny i różni się od poprzednich bondów (wyszło mu to na dobre). Dostaliśmy trochę więcej. Co do zgrzytów to rzeczywiście były, nie przyczepiłbym się może, gdyby nie były tak rażące - może tylko dla mnie? :-)
Prześlij komentarz
Tutaj jest miejsce na Twój komentarz.